środa, 16 lipca 2014

WARSZTATY INTEGRACYJNE W "CARITASIE"

     

        To  wspomnienie z warsztatów integracyjnych w których
        miałam okazję uczestniczyć w kaliskim "Caritasie".
        To tutaj uczyłam się pisać życiorysy CV. listy motywacyjne
        odnoszące się do ewentualnego podjęcia pracy przez osoby
        niepełnosprawne.


         


                                                                                                                                                                                









wtorek, 15 lipca 2014

PIELGRZYMKA DO LOURDES 1988 ROK

   
        Mam wielką przyjemność podzielić się moimi przeżyciami i
     wrażeniami z pielgrzymki jaką dane było mi odbyć do 
     miejscowości Lourdes we Francji.
     Było dla mnie wielkim zaszczytem i wyróżnieniem że wśród
     sześciu moich koleżanek i kolegów znalazłam się również ja.



     Wszystko zaczeło się od wspaniałego lotu samolotem do
     Wiednia.Jeden dzień pobytu w tym magicznym mieście sprawił
      że poczułam wspaniały wiedeński urok tego miasta,cudny park
      z pomnikiem J. Straussa i inne zabytkowe miejsca.
      W miejscu którym nocowaliśmy była skromna lecz urocza
      kapliczka w której uczestniczyliśmy we mszy św. prosząc
      Jezusa i Maryję o szczęśliwe dotarcie do miejsca przeznaczenia
      jakim był Lourdes.
      Następnym etapem mojej pielgrzymki była Szwajcaria, 
      również tutaj w przepięknej katedrze odbyła się msza św. było
      tak uroczyście,przepięknie,byłam zachwycona.
      Wielką atrakcją był rejs statkiem do Lucerny przepiękne
       widoki,krajobrazy góry z wizerunkiem Pana Jezusa z rękami
       rozłożonymi,jakby chciał nas wszystkich przygarnąć do siebie.
       Tego widoku nie zapomnę do końca życia.
       Wreszcie po trzech dniach,dotarliśmy do Lourdes,miejsca
       upragnionego,w którym Maryja pozostawiła swój ślad.
       To właśnie w Lourdes przyszła na świat św. Bernadetta i to
       właśnie Jej ukazała się jak sama mówiła  "Piękna Pani"
       czyli Matka Boża.Dziś obok tego  miejsca góruje Bazylika
       Piusa x,obok mieści się Grota w której widnieje figóra Matki
       Bożej.Właśnie modlitwa przed Grotą, oraz widok ogromnej
       rzeszy ludzi chorych,starszych,dzieci ,różnych narodowości
       były dla mnie ogromnym przeżyciem i wzrószeniem.
       Podczas zwiedzania Bazyliki w wewnątrz wszystko było
       cudne lecz najbardziej utkwiły mi w pamięci Tajemnice 
       Bolesne Pana Jezusa pokazane w niezwykle barwnej ,
       przepięknej kolorowej  mozaice z maleńkich kamyków.
       Kolejne dni mojego pobytu w Lourdes były bogate w różne
       wydarzenia, wymienię cudowną kąpiel w lodowatej żródlanej
       wodzie, zdumiewające było że o  dziwo po zanurzeniu w tym
       żródełku bo było to niczym żródło nie odczuwało się zimna
       kiedy byłam  już na wózku, bez wycierania byłam sucha i
       w ręku, dostałam przed zanurzeniem krzyżyk trzymałam  go
       zaczoł mi się tak pięknie świecić,to wziełam jako znak od
       Maryi.
       Następny dzień ,w pięknym nowym kościele byliśmy na mszy
       św.celebrowanej przez kard.Koniga,podczas której
       otrzymaliśmy namaszczenie chorych,też bardzo to przeżyłam.
       W ostatnim dniu mojego pobytu w niezwykłej miejscowości
        braliśmy udział w procesji różańcowej ze świecami.
        Wzruszające było usłyszeć obok obcego nam języka pieśń
        w wykonaniu naszego księdza, tak więc " AVE MARIA"
         po polsku,to był  dla  mnie niezapomniany wieczór.
       Opuszczając Lourdes,miało się ochotę powrócenia tutaj
       jeszcze  raz,ale wiadomo było i jest że takie szczęście i taką
       możliwość mieć lub nie mieć w moim przypadku tylko raz
       w życiu.
       W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w miejscowości  
       Nevers,nie mogłabym nie wspomnieć o muzeum poświęconym
       św.Bernadettcie które zwiedziliśmy.Wszystko było bardzo
       ciekawe to co  widziałam,szczególną uwagę zwracała trumna
       w której znajdują się zwłoki św. Bernadetty,sprawiające
       wrażenie jakby spokojnie spała, niesamowite.
       Pobyt w Nevers był ostatnim etapem pielgrzymki do
       Lourdes.Wracając do Polski długo myślałam o tym
       wszystkim co widziałam,przeżyłam i już wtedy wiedziałam
       że  LOURDES pozostanie w mojej pamięci i sercu do końca
       życia.
       
      
     
    
     

środa, 9 lipca 2014

ODWIEDZINY MOJEJ ANI,ROZMOWY NIEDOKOŃCZONE...


   
      To że Ania miała przyjechać w odwiedziny 4 lipca
       wiedziałam wczesniej.W piątek od Pauliny bratowej Ani, 
       dostałam wiadomość że ktoś po mnie przyjedzie o godz.15
       Naszykowana z wielką radością czekałam,Paulina powiedziała
       że jadą właśnie po Anię do Krakowa.Nie mogłam 
       uwierzyć że zobaczę moją Anię.
       Mineło trochę czasu gdy ostatnio przyjechała i byłyśmy
       na święceniach kapłańskich znajomego księdza Rafała.
      Powiedziałam bratu żeby został z chorą mamą,przyszedł
      cieszyłam się.
      Na dole zadzwonił domofon,odezwało się małe dziewczątko to
      Kinia (Kinga) "to my",powiedziała.
      Za chwilę w drzwiach stała Moja Ania i córeczka Ani brata.
      Były łzy szczęścia,znów się widzimy,brat mówi że mnie 
      zniesie z tej mojej"piramidy" ale u Ani nie było mowy, jak
      za dawnych lat zniosła mnie z 3 piętra.
      Gdy zajechaliśmy,w ogrodzie stał już ogromny namiot,w środku
      zastawione stoły i rodzinka oraz najbliżsi znajomi Ani.
      Wtedy zrozumiałam dlaczego wszystko pod namiotem.
      Ilekroć u  Ani byłam na ognisku a zdarzało się,tradycją był
      deszcz,zawsze padało tym razem także pokropiło,ale było
      tak pięknie,tak miło tylu znajomych,a wśród nich Aneczka,
      uśmiechnięta wydawała się taka szczęśliwa miała  wszystkich
      tak blisko,wspaniałą mamę,tatę tylko babcia złożona chorobą
      w łóżku ale szczęśliwa z przyjazdu wnuczki.
      Rozmowom,wspomnieniom nie było końca.O 22 godz.
      powoli rozpoczeły się pożegnania.
      Nie zapomnę gdy wszyscy pojechali a my z Anią i jej mamą
      usiedliśmy na schodkach i z kubkiem gorącej herbaty w
      rękach,zaczeły się nasze rozmowy niedokończone,spojrzałam
      wtedy na niebo było takie gwiazdziste.Wtedy sobie o czymś
      pomyślałam,ale niech to będzie moją tajemnicą.
      To był piękny dzień i piękna noc ( 1 w nocy ). Jak zawsze
      dzięki tobie Aniu,wracałam z Tobą w nocy okryta twoim 
      polarem.
                                                                                     

     
     
                            
                                                                                                              
  

czwartek, 3 lipca 2014

ANECZKA,MOJA DOBRA DUSZYCZKA.

     
       Kiedy odbywały się w "Caritasie", u nas w Kaliszu spotkania
       dla niepełnosprawnych,do moich drzwi zapukało uśmiechnięte
       dziewczę.Przyszłam panią zabrać na spotkanie,powiedziała.
       Moje oczy zrobiły się jak piłki pimpongowe, przecież to
       trzecie piętro pani mnie nie zniesie.Mając doświadczenie z 
       poprzednich lat,kiedy inne osoby nie dawały rady,parę razy
       zaliczyłam upadek,nie! powiedziałam.Ale proszę się nie bać
       ja jestem silna.Już wtedy miała coś takiego w sobie co  
       pozwoliło mi z bijącym sercem ustąpić.
       Wszystko poszło dobrze,na spotkaniu było bardzo fajnie,
       wręcz rodzinnie.najpierw msza św.,potem słodki
       poczęstunek i nasze niepełnosprawnych okazje do ploteczek,
       rozmów których tak bardzo nam brakuje.
       Ten dobry anioł który mnie przywiózł to właśnie MOJA
        ANECZKA.
       Kiedy tylko było mi żle, Ona się zjawiała,znosiła z tego 3
       piętra zabierała wszędzie,do kościółka na mszę św.potem
       spacer do parku,wózkiem przez miasto do domu.
       Mini wycieczki nad kaliski zalew Szałe,do lasu, wycieczki
       poza Kalisz samochodem na msze uzdrowiskowe do łodzi.
       Także wypady na koncerty,  do kina gdzie też niejednokrotnie
       były schody,wtedy Ania mnie wnosiła.
       Kiedy moja mama była w szpitalu,ona zabierała mnie  do
       swojego domu,wtedy zrozumiałam dlaczego Ania jest tak
       oddana taka wrażliwa na sprawy innych.Ma wspaniałą
       rodzinę,choć cierpienia jak w każdej rodzinie nie brakuje,
       babcia na wózku,chory tata i czuwająca nad wszystkim mama.
       O prawdziwej przyjażni z Anią mogłabym jeszcze wiele
       napisać,ciągle myślałam dlaczego taka dziewczyna jak Ona
       dobra,ładna mająca dobrą pracę (farmaceutka ) jest sama.
       Przekomarzałam się z nią, Ania kiedy będę się bawiła na
       Twoim weselu,powoli zaczełam rozumieć,gdy powiedziała
       mi,Daniela ja już wybrałam.To było pójście do zakonu,
       od pewnego czasu domyślałam się że może podjąć taką 
       decyzję.
       Moja Aneczka wybrała Pana JEZUSA.Codziennie modlę się
       by był to wybór właściwy,szanuję go,wiem że nie była to
       dla Niej łatwa decyzja.W zakonie jest 8 miesiąc,ale cofnę
       się jeszcze do sierpnia ubiegłego roku.
       Był okres pieszych pielgrzymek,Ania zaczeła mnie namawiać
       na  kolejną 13 pielgrzymkę kaliską.Już wtedy wiedziałam o
       Jej decyzji zakonnej.Daniela damy radę w dwie strony, oooo
       nie brzmiała moja odpowiedż,kto będzie z moją mamą pytałam
       Anię,załatwimy z twoimi braćmi,jak pomyślała tak zrobiła.
       Jakie byłyśmy szczęśliwe,nie wierzyłam 13 raaaaz cała
       zasługa po stronie Ani,była to dla mnie niesamowita
       pielgrzymka.MODLIŁAM SIĘ  ZA MAMUNIĘ I TĄ
       WSPANIAŁĄ ANULĘ,za wszystkich którzy prosili o 
       modlitwę.
       Żeby było urozmaicenie,w drugim dniu pielgrzymki 
       zjechaliśmy z trasy by udać się na ślub i wesele do naszych
       wspólnych znajomych Ani i Maćka na które mieliśmy
       wcześniej zaproszenie.Także Oni bardzo dużo mi pomagali
       i pomagają.Wróciliśmy na trasę pielgrzymkową,i tak
       dotarliśmy do upragnionego celu Częstochowy.
       ANECZKO,bardzo Ci za nią dziękuję,nie zapomnę jak
       wstałam z wózka pomogłaś mi tak jak na każdym kroku,
       i na trzęsących się nogach przeszłam drogę aż za Cudownym
       obrazem Matki Bożej,było mi bardzo ciężko,ale wtedy w
       w kaplicy byłam tylko ja i łzy szczęścia.To była 13
       pielgrzymka,ale przed twym obliczem na własnych nogach
       tak blisko MARYJO byłam po raz pierwszy.
       Droga powrotna była cudowna,Aneczka zostawiła mi
       wspaniałe "zaplecze" koleżanki ,które też  są  wspaniałe.
       Muszę wymienić : Kasię,"małą" Kasię,Monię,Maćka zAnią itd.
        Taka jest MOJA JUŻ S.ANIA.
                                                                                                          
Odwiedziny Aneczki u mnie w domu z moją mamunią
 Dodaj napis
         i koleżanką  Kasią.                                                                                                                                                                                                     
      
    
       











      
                   








'